środa, 6 czerwca 2018

Epilog

Pekin, 06.02.2022 r.

Gdzie ty nas ciągniesz, Wanki? – Zapytałem trzymając moją żonę za rękę. – Za parę godzin rozpoczyna się konkurs na normalnej skoczni, a dobrze wiesz, że bronię tytułu! – Krzyknąłem, ale przyjaciel nie zwracał na mnie uwagi. – Co może być ważniejsze od tego? – Prychnąłem pod nosem szukając wsparcia Alex, ale ona jedynie pokręciła głową kompletnie mnie ignorując. – Dzięki wielkie żoneczko!
Andi, nie zachowuj się, jak dziecko! – Zbeształa mnie. – Widocznie Wanki ma jakąś ważną sprawę...
Ja zachowuję się, jak dziecko? Ja?! – Spojrzałem na nią oburzony. – Gdybyśmy zabrali ze sobą Charlotte, Ilse oraz Lukasa byłoby znacznie gorzej!
Nie mieszaj do tego naszych uroczych dzieci! – Oburzyła się. – To, że tobie zachciało się za jednym razem wystrzelić trzy celne pociski nie oznacza, że... – Mówiłaby dalej, gdybym nie uciszył jej gestem ręki. – Co zrobiłeś przed chwilą? – Zmrużyła wściekle oczy po czym podążyła za moim spojrzeniem. Z szoku zachwiała się w miejscu.
Zaskoczni, prawda?! – Krzyknął Wanki, gdy znaleźliśmy się pod Kołami Olimpijskimi. Gdy spytałem go wcześniej, dlaczego włożył na siebie garnitur zbył mnie, ale teraz wszystko stało się jasne. Obok niego, w białej sukni ślubnej stała Daniela promieniejąca szczęściem. Oczywiście była również cała nasza drużyna. – Podejdźcie bliżej, jesteście naszymi świadkami!
Ślub pod Kołami Olimpijskimi na parę godzin przed rozpoczęciem pierwszego konkursu indywidualnego? Na taki pomysł mógł wpaść tylko mój chory i pokręcony przyjaciel...

Zhangjiakou, 06.02.2022 r.

Podskakiwałam nerwowo za barierkami oddzielającymi mnie od skoczni. Obok mnie stali świeżo upieczeni małżonkowie z szerokimi uśmiechami na twarzach. Swoją drogą myślałam, że nigdy nie zdecydują się na ten krok! Od ich zaręczyn minęły dwa lata i nic nie wskazywało na to, aby coś miało się zmienić, ale jednak... Życie lubi zaskakiwać! W przyszłym miesiącu ich mały Matthias będzie obchodził trzecie urodziny. A w brzuszku Danieli zadomowiła się ich córeczka... Wzruszona odwróciłam od nich wzrok koncentrując uwagę na Andim, który po pierwszej serii zajmował drugą lokatę. A do swojego serdecznego kolegi z Norwegii tracił bardzo niewiele... Wiedziałam, że nasze urocze półtoraroczne trojaczki śledziły zmagania ukochanego tatusia w towarzystwie babć niewiele z tego rozumiejąc. Uśmiechnęłam się pod nosem do swoich myśli obserwując skoczków oddających swoje próby. Nasze życie było szalone, ale nie zamieniłabym go na żadne inne. Cztery lata temu dopingowałam Andiego w Korei. Wtedy był tylko i aż moim przyjacielem, a teraz... Ściskam za niego kciuki w Chinach jako jego żona i mama jego dzieci. Chyba odleciałam myślami gdzieś daleko, bo poczułam, jak Wanki szturcha mnie z całej siły. Odpowiedziałam mu tym samym i z ciężko bijącym sercem spojrzałam na Andiego szykującego się do oddania skoku. Po krótkiej chwili był już w powietrzu... Nic się nie zmieniło. Obserwowałam jego nienaganną sylwetkę w locie, a sekundę później podziwiałam nienaganny telemark. Wyszedł na prowadzenie! To już pewne, będzie miał na swoim koncie kolejny olimpijski medal! Kątem oka widziałam, jak zbierają się przy nim koledzy z drużyny. Znajoma sceneria... Po paru minutach wszystko stało się jasne. Daniel Andre Tande wylądował równie daleko, jednak nieznacznie zachwiał się przy wykonywaniu telemarku. Obok jego nazwiska pojawiła się dwójka, co oznaczało jedno...
ANDI JEST MISTRZEEEEEEEEEEEM OLIMPIJSKIM!!! – Wydarł się Wanki zalewając się łzami. Nie do końca wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. – ALEX!!! – Krzyknął mi do ucha i przytulił nas z Danielą do siebie. Ponad jego ramieniem zobaczyłam zmierzającego ku nam Andiego, więc szybko wyswobodziłam się z ramion przyjaciela i z impetem rzuciłam się na swojego męża. Płakał. I po chwili ja również płakałam, gdy w końcu dotarło do mnie to, co się stało. Andi obronił tytuł.
Andi... – Zaczęłam, ale uciszył mnie delikatnym pocałunkiem.
Nic nie mów... Słowa są zbędne w takiej chwili – Oznajmił scałowywując moje łzy.
Jestem z ciebie dumna. Cholernie dumna – Wyszeptałam wzruszona. Przytaknął po czym w biegu przyjął gratulacje od państwa Wank i udał się na dekorację kwiatową. Andreas Wellinger. Pięć olimpijskich medali, w tym trzy z najcenniejszego kruszcu. A to dopiero początek tych Igrzysk...

Planica, 27.03.2022 r.

Ze wzruszeniem obserwowałam, jak mój mąż odbiera drugą w swojej karierze Kryształową Kulę. Nie było na niego mocnych w tym sezonie. Do indywidualnego złotego medalu na Igrzyskach dorzucił jeszcze brąz w drużynie. Skakanie nadal sprawiało mu niesamowitą frajdę i ani myślał, żeby kończyć swoją przygodę ze skokami. Już ja bym mu dała! Kiedy rozbrzmiał nasz hymn narodowy łzy spłynęły po moich policzkach. Obok mnie stał oczywiście niezawodny Wanki, który nabijał się ze mnie. Posłałam mu mordercze spojrzenie, bo sam pociągał nosem.
No, co? Ja mam alergię, to ty płaczesz, jak wariatka! – Parsknął.
Masz alergię? W marcu? – Prychnęłam, a Daniela zaśmiała się w głos. Wanki spojrzał na mnie oburzony. Chwycił synka za rękę i oddalił się ode mnie. – Wróci za pięć sekund, słowo daję – Mruknęłam mocniej obejmując Ilse, która niespokojnie wierzgała nóżkami. Jak Boga kocham energię zdecydowanie odziedziczyła po Andim. Charlotte i Lukas byli spokojnymi dziećmi, ale nasza środkowa pociecha... Diabeł wcielony! Tak, jak przypuszczałam Wanki niedługo wrócił, ale nie spojrzał na mnie, tylko uniósł swój długi nos ku górze. Przewróciłam jedynie oczami.
No dobra, dobra... Nie potrafię się na ciebie gniewać – Powiedział.
Na mnie nikt nie potrafi się gniewać – Odparłam dumnie. Po dłuższej chwili razem z moją wesołą ferajną ruszyłam w kierunku Andiego, aby złożyć mu należyte gratulacje. Zamknął nas szczelnie w swoim uścisku, a ja zaśmiałam się pod nosem. Dla takich chwil warto żyć, zdecydowanie! Kątem oka dostrzegłam, jak Wanki z czułością gładzi brzuch Danieli. Nie minęła sekunda, a zjawił się obok nas z Matthiasem. Spojrzał znacząco na mojego męża, a on przejął ode mnie dzieci, które mocno się w niego wtuliły. Ten widok zawsze łapał mnie za serce... Podeszłam do Danieli, aby móc z nią spokojnie porozmawiać, ale nie było nam dane, bo wskazała dłonią na skocznię. Podążyłam wzrokiem w tamtym kierunku i parsknęłam głośnym śmiechem. Andi z Wankim i naszymi dziećmi zjeżdżali z buli na tyłkach krzycząc wniebogłosy. Dzieciaki piszczały, jak szalone, czemu trudno było się dziwić. To zdecydowanie było najlepsze zakończenie sezonu!

Pjongczang, 29.06.2023 r.

W czwartą rocznicę ślubu mój ukochany mąż zabrał mnie do Korei, tam gdzie to wszystko pomiędzy nami tak naprawdę się zaczęło. Nasze trzy największe szczęścia zostały pod opieką dziadków oraz państwa Wank. Trojaczki uwielbiały Matthiasa oraz małą kopię Danieli, Isabell, więc ze spokojem mogliśmy udać się w podróż.
Andi... – Jęknęłam zmęczona. – Daleko jeszcze?
Nie marudź żonczeko, już prawie jesteśmy na miejscu – Odparł tajemniczo. Wellinger i jego pomysły...
Znów mam na oczach tę opaskę, tak jak wtedy, kiedy mi się oświadczałeś... A o co ci chodzi tym razem? – Spytałam, a on westchnął z irytacją.
Jesteś bardzo niecierpliwa, Alexandro Wellinger – Wyszeptał. Prychnęłam jedynie i do końca naszej wycieczki nie odezwałam się ani słowem. – Jesteśmy – Oznajmił, gdy wreszcie się zatrzymaliśmy. Ściągnął mi opaskę z oczu, a mnie zatkało.
Belka? – Wychrypiałam. Faktycznie szliśmy pod górę, ale nie przyszłoby mi do głowy, że wpadnie na taki pomysł. – Och, Andreasie Wellingerze... – Uśmiechnęłam się zadziornie przygryzając dolną wargę.
Wiem, jak cię uszczęśliwić, żoneczko! Szczęśliwej czwartej rocznicy ślubu, kochanie – Powiedział całując mnie namiętnie. Odpowiedziałam mu tym samym, a po chwili wylądowałam na jego udach... Na belce, rzecz jasna. Kiedy wszedł we mnie krzyknęłam z rozkoszy. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Pożądanie, które w nas było nie zmalało, pomimo upływającego czasu. I chwała za to! Doszliśmy w tym samym momencie, a ja spełniona mruknęłam w jego usta. Uśmiechnął się cwaniacko, po czym oboje doprowadziliśmy się do normalnego stanu i zeszliśmy z belki. Przed powrotem do hotelu urządziliśmy sobie długi spacer trzymając się za ręce. Nie mogłam uwierzyć w to, że od pamiętnych Igrzysk w 2018 roku minęło już pięć lat. Wtedy Andi zrozumiał, że mnie kocha... Przeszliśmy trudną drogę, pokonaliśmy przeszkody, które stanęły między nami, razem przezwyciężyliśmy wszystko. Doczekaliśmy się trójki dzieci, które były naszym oczkiem w głowie. Miłość, którą się obdarzyliśmy rosła w nas z każdym dniem. – Alex... – Odezwał się w pewnym momencie Andi, a ja spojrzałam na niego z powagą. – Wiesz... Wybranie osoby, z którą chcesz iść przez życie to jedna z najważniejszych decyzji, jakie się podejmuje w całym życiu. Gdy wybór jest zły życie staje się szare. Czasem tego nie widzisz, tylko budzisz się pewnego dnia z myślą, że zmarnowałeś tyle lat. – Mówił, a w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Niech go szlag! – Twoja przyjaźń wniosła kolory do mojego życia, nawet w najmroczniejszych momentach i dziękuję ci za ten dar. Czasami człowiek nie widzi, że to co najwspanialsze jest tuż obok, pod nosem. Alex... Nieważne, jeśli będziemy od siebie oddaleni... Z kimkolwiek będziesz w danym momencie przebywała, cokolwiek będziesz robiła, wiedz, że... Zawsze będę cię autentycznie i całym sercem kochał. – Powiedział spoglądając w moje oczy. Zarzuciłam mu ramiona na szyję.
Andi... – Szepnęłam. – Ty i nasze dzieci jesteście tym, co najlepsze przytrafiło mi się w życiu. – Kocham cię... Na zawsze – Oznajmiłam opierając swoje czoło o jego.
Razem... My... Już na zawsze.

KONIEC.


***

Witam! 

Po raz ostatni już w tym opowiadaniu... Cóż ja mogę powiedzieć w tej chwili? Ciężko się rozstać z tą historią i tymi wariatami, ale... Koniec kiedyś musiał nastąpić :) Mam nadzieję, że epilog przypadnie Wam do gustu ^^

Bardzo chciałam Wam wszystkim podziękować za obecność tutaj, za komentowanie, wyrażanie swoich opinii, bycie tutaj ze mną, z Alex, Andim, Wankim i Danielą... :) To naprawdę wiele dla mnie znaczy i raz jeszcze dziękuję Wam z całego serca! ;* 

Było warto po prawie czterech latach powrócić do blogowego świata :) 

Nie rozstaję się z pisaniem, co to to nie! :D Teraz będę obecna tutaj: spojrzenie błękitu oraz spełniając marzenie, także teraz tam zachęcam Was do zostawiania swoich opinii :) 

Pozdrawiam ;* 

piątek, 1 czerwca 2018

Rozdział 20

Klingenthal, 03.10.2018 r.

Przerwa pomiędzy pierwszą a drugą serią ostatniego konkursu indywidualnego w cyklu Grand Prix 2018 dłużyła mi się niemiłosiernie. Na prowadzeniu po pierwszej rundzie, jak i w całej edycji był mój narzeczony. Byłam z niego niesamowicie dumna, bo czułam, że to dobry prognostyk przed zbliżającym się sezonem zimowym. Już nie mogłam doczekać się tych niepowtarzalnych emocji! Na drugim miejscu plasował się Wanki, z czego również bardzo się cieszyłam. Jego związek z Danielą kwitł. Andreas zasługiwał na to, jak mało kto!
Alex... – Szepnęła Daniela w pewnym momencie. – Muszę ci coś powiedzieć...
Stało się coś? – Zapytałam zmartwiona. Była strasznie blada oraz dziwnie podenerwowana, co zupełnie do niej nie pasowało.
Dużo się stało – Mruknęła pod nosem. – Przerwa i tak się przedłuża, więc może znajdziemy jakieś spokojniejsze miejsce?
Pokiwałam głową. Udałyśmy się do małej kawiarni znajdującej się blisko skoczni. Zamówiłam kawę i zdziwiona spojrzałam na swoją towarzyszkę, która poprosiła jedynie o sok. A przecież nie mogła żyć bez tej ciemnej, pobudzającej do życia cieczy!
Daniela, powiedz proszę co się stało, bo zaczynam się niepokoić – Powiedziałam, gdy kelnerka postawiła przed nami nasze zamówienia i odeszła.
Jestem w ciąży – Wyszeptała, a ja szeroko uchyliłam usta. – To trzeci miesiąc – Dodała spoglądając na mnie niepewnie. – Wanki jeszcze nie wie... To stało się tak szybko, tak nagle... Alex, jestem przerażona! Znamy się niecałe pół roku, a ja już... – Spuściła wzrok. Potrzebowałam kilku chwil, aby przyswoić sobie tę informację. Wanki będzie tatą?!
Daniela... – Położyłam dłoń na jej dłoni, aby dodać jej otuchy. – Zdaję sobie sprawę, że ta wiadomość tobą wstrząsnęła, wiem, że inaczej wyobrażałaś sobie to wszystko. Chcieliście do siebie dotrzeć i sprawić, aby sprawy toczyły się swoim rytmem, ale stało się... Jesteś w ciąży i nosisz w sobie owoc waszego uczucia – Powiedziałam, a ona w skupieniu pokiwała głową. – Ta malutka istotka na pewno na zawsze odmieni wasze życia, ale jestem przekonana, że na lepsze! Kochacie się z Wankim i teraz to jest najważniejsze. A nie to, ile czasu się znacie. Tak miało być. Wanki jest szalony, a gdy dowie się o tym, że zostanie tatą z pewnością oszaleje jeszcze bardziej – Zaśmiałam się, a ona po chwili dołączyła do mnie. – Ale jestem pewna, że wybuchnie gromką radością i zaopiekuje się wami jeszcze bardziej. Wiesz o tym, prawda?
Wiem – Odpowiedziała dotykając dłonią brzucha. – To chłopiec – Dodała po chwili, a ja uśmichnęłam się szeroko.
Gratuluję! – Pisnęłam przytulając ją mocno. Tak bardzo cieszyłam się ich szczęściem! – Idziemy na drugą serię? Po jej skończeniu musisz powiedzieć Wankowi...
Powiem... Lepszego momentu chyba nie będzie – Ozajmiła, a ja w pełni się z nią zgodziłam. Wanki będzie tatą! Nie mogę się doczekać, aż się dowie. To z pewnością będzie wielka chwila!

 –AAAAAAAA! – Wrzasnąłem, po czym spojrzałem na miłość mojego życia. – Co ty powiedziałaś mi przed chwilą?! – Spytałem woląc się upewnić, że się nie przesłyszałem.
Jestem w ciąży – Oznajmiła Daniela ze stoickim spokojem. – To trzeci miesiąc...
Będziemy rodzicami?! – Pisnąłem.
Tak, Wanki... Będziemy rodzicami – Powiedziała patrząc na mnie uważnie. – Boże... – W pewnym momencie ukryła twarz w dłoniach. – Nie cieszysz się, prawda?
Spojrzałem na nią kompletnie zdziwiony.
Daniela! Oczywiście, że się cieszę! Boże, tą wiadomością uczyniłaś mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi! – Krzyknąłem, po czym zacząłem się z nią obracać wokół własnej osi. – Nie musisz się o nic martwić, wiesz o tym? Zajmę się wami, zaopiekuję. Będę najlepszym tatusiem na świecie. Stworzymy naszej kruszynce dom pełen miłości. Stworzymy piękną rodzinę – Zapewniłem ją będąc w pełni świadomy swoich słów. Łzy wzruszenia popłynęły po jej pięknej twarzy, a ja scałowałem je, jedna po drugiej. – Spełniłaś moje marzenia o lepszym życiu – Powiedziałem, a ona przytuliła się do mnie mocno.
To chłopiec. Będziemy mieli synka – Dodała wzruszona. Tego było dla mnie za wiele. Sam się popłakałem kładąc dłoń na jej brzuch. Pogładziłem go czule.
Tak bardzo cię kocham... – Wyszeptałem jej we włosy po czym pocałowałem ją w czoło. Ta kobieta przywróciła mi wiarę w lepsze jutro. Dzięki niej, tak naprawdę po raz pierwszy zasmakowałem miłości. Byłem szalony. Ona również, bo nie uciekła przede mną, przed moimi pomysłami. Nigdy nie przypuszczałem, że będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo, jak ją... Daniela dała mi wszystko. Dała mi miłość, przywróciła wiarę, dała mi siebie. Dała mi syna... Czy w tym momencie mogłem pragnąć czegoś więcej...?

Ruhpolding, 29.06.2019 r.

 Stałam przed jednym z Kościółków w mojej rodzinnej miejscowości w olśniewającej białej sukni wsparta na ramieniu taty. Trochę się denerwowałam, ale wiedziałam, że nie mam czym. Przełknęłam głośno ślinę czekając na odpowiedni moment. Rozejrzałam się po otaczającej mnie okolicy. Lepszej pogody na ślub nie mogliśmy obie wymarzyć. Promienie słoneczne oświetlały szczyty gór, niebo było bezchmurne, lekki wiatr kołysał gałęziami drzew, nieopodal szumiała woda w strumyku. Spojrzałam na tatę, który dał mi znak. Wzięłam kilka głębokich wdechów, aby dodać sobie odwagi. Przed nami otworzyły się drzwi, a we mnie uderzył obraz wszystkich ludzi, którzy przyszli tutaj specjalnie na tę uroczystość. Nasze rodziny, przyjaciele, drużyna niemieckich skoczków. Cieszyłam się, że w tym ważnym dla nas dniu są tutaj. Idąc przez Kościół do ołtarza przez głowę przelatywały mi różne sceny z mojego życia. Te wesołe oraz smutne. Zdecydowanie większość z nich mogłam zaliczyć do udanych. Nim się spostrzegłam stałam już przy nim. Tata poklepał go przyjacielsko po ramieniu po czym usiadł na swoim miejscu. Nasi świadkowie, czyli Andreas i Daniela stali obok nas z szerokimi uśmiechami na twarzach. Mały, trzymiesięczny Matthias Wank spał spokojnie w ramionach babci. Andi chwycił mnie za rękę chcąc dodać mi otuchy. Mi jednak wystarczyła sama jego obecność... Ksiądz zaczął uroczystość, mówił bardzo pięknie oraz wzruszająco. Przy kazaniu uroniłam łzę, zresztą w oczach Andreasa kłębiło się ich mnóstwo. Nadszedł czas przysięgi.
Ja Andreas biorę sobie ciebie Alexandro za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Ja Alexandra biorę sobie ciebie Andreasa za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci – Powtórzyłam za Wellingerem słowa przysięgi małżeńskiej. Czułam się tak, jakbym unosiła się nad ziemią. Byłam spełniona. I cholernie szczęśliwa.

 Kiedy włożyłem jej na palec obrączkę podziękowałem Bogu za taki dar, którym mnie obdarzył. Nie byłem idealny, wiem o tym. Nie było łatwo, ale udało nam się. Droga, którą podążaliśmy od początku doprowadziła nas przed ołtarz, gdzie przed chwilą złożyliśmy przysięgę małżeńską, a teraz wymieniliśmy się obrączkami. Alex była całym moim światem, moją ostoją, wsparciem, bezpieczeństwem, szczęściem. Była moją miłością, nieoszlifowanym diamentem. Ma szczere oczy i szczery uśmiech. Kocham patrzeć na nią, gdy się uśmiecha. Jest wtedy taka wolna oraz beztroska. Chcę ją uszczęśliwiać, dawać jej to, co najlepsze. Chcę zasypiać i budzić się przy niej do końca moich dni. Bo Alex jest tą jedyną. Jest moim skarbem, którego nigdy nie dam nikomu skrzywdzić. W swoich ramionach będę ją chronił przed całym złem tego świata. Bo kocham ją nad życie. Alexandra Wellinger i Andreas Wellinger. Państwo Wellinger. My. Miłość, szczęście, rodzina. My. 


***

Witam!

Postanowiłam Wam zrobić prezent na Dzień Dziecka i opublikować ostatni już rozdział... :) Także został już tylko epilog... Ach, będzie ciężko się z nimi wszystkimi rozstać! 

Mam nadzieję, że powyższy rozdział przypadł Wam do gustu, bo mi pisało się go niezwykle przyjemnie :) 

Sesjo, zgiń.

Pozdrawiam ;* 

sobota, 26 maja 2018

Rozdział 19

Gdzie ty mnie ciągniesz, Andi? – Spytałam coraz bardziej poirytowana zaistniałą sytuacją. – I dlaczego do cholery założyłeś mi opaskę na oczy?
Alex... Trochę cierpliwości! Dziś są twoje urodziny, więc przygotowałem dla ciebie wspaniały prezent! – Usłyszałam w odpowiedzi. – Gwarantuję ci, że tych urodzin nie zapomnisz do końca życia!
Mam się bać? Jaki szalony pomysł wpadł ci do tej blond główki tym razem? Jesteś w zmowie z Wankiem?
Alex, uspokój się! Bo nici z niespodzianki! – Powiedział, a ja westchnęłam zrezygnowana. Niech mu będzie, ale jeśli zrobię sobie krzywdę przez to, że nic nie widzę to gorzko tego pożałuje! Nie miałam pojęcia, gdzie mnie prowadzi. Miał cały dzień, żeby wręczyć mi prezent oraz złożyć życzenia, ale oczywiście zdecydował inaczej. Bez tego nie byłby Andim! W pewnym momencie mocniej ścisnął moją dłoń i zaczął prowadzić mnie ku górze. Byłam trochę oniemiała całą sytuacją, ale stwierdziłam, że jeszcze trochę wytrzymam w tej niepewności. Czułam, że Wellinger uśmiecha się w tej chwili, jak ostatni dureń, więc jedynie przewróciłam oczami, czego na szczęście nie mógł zobaczyć. – Jesteśmy na miejscu! – Krzyknął radośnie, po czym zdjął mi opaskę z oczu. Nareszcie! Mrugnęłam kilkakrotnie powiekami, aby przyzwyczaić wzrok. Sekundę później mrugałam nimi jeszcze bardziej nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.
Andi...? – Spytałam lekko schrypniętym głosem. – Andi...?
Nie mogłem wymyślić lepszego miejsca... – Z zakłopotaniem podrapał się po głowie rozwalając swoją fryzurę jeszcze bardziej. – Ale od bardzo dawna wiem, że ten dzień miał być trochę szalony... – Tłumaczył się, a ja patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. To miejsce? Ten dzień? Poczułam łzę spływającą po moim policzku. Andi podszedł do mnie i otarł ją swoim kciukiem, po czym oparł swoje czoło o moje. Staliśmy w takiej pozycji przez kilka chwil, patrząc głęboko w swoje oczy. Naprawdę nie wierzyłam w to, co się dzieje... W to, co miało się stać... Staliśmy na szczycie Große Zirmbergschanze w naszym ukochanym Ruhpolding. Na schodach prowadzących w górę i na belkę paliły się świeczki. Wszędzie, gdzie tylko się dało były porozrzucane płatki przeróżnych kwiatów. A na środku belki leżało małe, czerwone pudełeczko, które w mgnieniu oka znalazło się w dłoni Andiego. Wstrzymałam oddech.
Andi... – Wyszeptałam, gdy klęknął przede mną. – Och, mój Boże...
Alex... – Zaczął patrząc na mnie z miłością. – Znamy się od ponad trzech lat, sama doskonale wiesz, jak między nami było. Spędzaliśmy ze sobą czas, flirtowaliśmy się ze sobą, zachowywałem się w stosunku do ciebie, jak ostatni chuj, rozbudziłem w tobie uczucie, a później wycofałem się z tego... Pominę sprawę Edith, ale te Igrzyska dały mi do myślenia. Zrozumiałem wtedy jedną bardzo ważną rzecz. Mianowicie to, że cię kocham i że chcę spędzić z tobą resztę życia. Wiem, że oficjalnie w związku jesteśmy dość krótko, ale... Wiem, że to przy tobie chcę się budzić każdego ranka i zasypiać każdej nocy. Chcę dzielić z tobą wszystkie troski, smutki, zmartwienia, chcę spełniać z tobą marzenia. Chcę ocierać twoje łzy, chcę widzieć twój uśmiech. Chcę słyszeć twój śmiech. Chcę patrzeć w twoje oczy, które są najpiękniejsze na świecie... – Mówił ledwo, co ukrywając wzruszenie. Po mojej twarzy spływały łzy, ale pozwalałam im na to. – Chcę być powodem twojej radości. Chcę u twojego boku robić same szalone rzeczy. Chcę być przy tobie w każdej sekundzie życia. Kiedy na ciebie patrzę widzę kobietę, z którą chcę stanąć przy ołtarzu i ślubować jej miłość aż do śmierci. Kiedy patrzę w twoje oczy widzę naszą wspólną przyszłość. Kiedy na ciebie patrzę widzę kobietę, która stanie się mamą naszych dzieci... – Głos mu się załamał, a z oczu popłynęły łzy. Ja natomiast przyłożyłam dłonie do ust, by stłumić szloch. – Alex... Wiem, że pytanie, które teraz ci zadam będzie szalone, ale... Zaczęliśmy od szalonych rzeczy, więc... Alexandro Schmitt, uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – Zadał najważniejsze pytanie w całym swoim życiu, a ja machinalnie pokiwałam głową. Zaśmiał się, chwycił moją dłoń w swoją...
Tak, Andi, tak! – Wykrzyknęłam, gdy ocknęłam się z transu. – Tak, Andreasie Wellingerze, zostanę twoją żoną! – Szepnęłam, a po chwili na moim palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy. – Tak bardzo cię kocham! – Rzuciłam mu się w ramiona, a on zaczął się ze mną okręcać wokół własnej osi.
Ja ciebie też bardzo kocham – Wyszeptał w moje włosy. Zaśmiałam się w głos, a Andi po chwili złączył nasze usta w pocałunku. Ja i on. Razem już na zawsze...

 – Andiiiiiiii – Jęczał mi nad uchem Wanki. – Andi, co ja mam zrobić?!
Alex, weź go ode mnie! – Pisanęłam rozpaczliwie rzucając przerażone spojrzenie mojej narzeczonej.
Wellinger, przestań się z niego nabijać! – Zbeształa mnie. – Zapomniał wół, jak cielęciem był – Prychnęła pod nosem.
Dobrze gada, polać jej! – Wanki przybił sobie z nią piątkę, a na mnie spojrzał oburzony. – Tak się odwdzięczasz za udzieloną pomoc!
Oj, już nie przesadzaj... – Westchnąłem. – Szukasz oryginalnego pomysłu na randkę z Danielą... Nie wiem!
Jeśli jeszcze kiedykolwiek będziesz potrzebował mojej pomocy to też ci powiem, że nie wiem!
Uspokójcie się! – Fuknęła Alex. – Wanki nad czym myślałeś do tej pory?
Nad wszystkim, ale nic mi nie pasuje – Jęknął załamany, a ja parsknąłem śmiechem. – Wellinger!!!
Wanki, Daniela jest pozytywną i wydaje się być szaloną osóbką... W sumie to jest szalona, skoro nie uciekła od ciebie, gdy mówiłeś jej o wspólnych planach na przyszłość... – Zaczęła Alex, a ja przyznałem jej rację. – Hm... Może skok na bungee? To całkiem oryginalne – Podsunęła mu pomysł, a Wankowi od razu zaświeciły się oczy. – Tylko hm... Będziesz musiał na siebie uważać – Dodała.
Zawsze na siebie uważam! – Pisnął mój przyjaciel i przytulił ją mocno do siebie. – Teraz będę uważał na nią! – Wypiął dumnie pierś. Chwilę później znikł nam z pola widzenia.
Hm... Będę się o niego modlił – Mruknąłem, a Alex zaśmiała się w głos.
– A ja o Danielę, żeby całkiem przy nim nie zwariowała...

 Z szerokim uśmiechem na ustach szykowałam się do pierwszej randki z Andreasem. Musiałam przyznać sama przed sobą, że wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Może nie wtedy, gdy przypadkiem zaczął mnie topić, ale później kiedy o mnie zabiegał. Było to wyjątkowe przyjemne oraz miłe. Zafascynował mnie sobą. Spojrzałam na zegarek nie mogąc się doczekać, kiedy go zobaczę. Gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi czym prędzej je otworzyłam. Wanki przywitał się ze mną buziakiem w policzek i wręczył mi bukiet kwiatów. Podziękowałam oraz wstawiłam je do wazonu. Chwilę później ruszyłam z nim w nieznane. Nie miałam pojęcia, gdzie mnie zabiera, ale podobał mi się ten dreszczyk emocji. Jechaliśmy samochodem rozmawiając na wszystkie możliwe tematy. Dowiadywaliśmy się o sobie nowych rzeczy i podobało mi się to. Andreas był uroczy. I stuknięty, ale w pozytywnym sensie. I chyba zaczynałam mieć do niego dziwną słabość. Niecałą godzinę później byliśmy na miejscu. Wanki otworzył mi drzwi i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Parsknęłam śmiechem, ale po chwili spojrzałam na niego przerażona.
Andreas? Skok na bungee? – Spytałam ciężko przełykając ślinę. – Mam lęk wysokości!
Spokojnie Daniela! Ze mną nic ci nie grozi! – Powiedział, a ja próbowałam się opanować. Po kilku sekundach oddychałam spokojniej. – Lepiej ci?
Pokiwałam głową. Podeszli do nas instruktorzy i zaczęli działać. Nie miałam pojęcia, co się wokół mnie dzieje. Wiedziałam tylko, że zostaliśmy przypięci bezpiecznymi liniami. I że lot miał być na 100 metrów. Dosłownie, żyć nie umierać! Gdy nadeszła oczekiwana chwila oboje zdecydowanie kiwnęliśmy głowami. A potem stało się... Lecieliśmy w dół wrzeszcząc wniebogłosy. Nie wiem, czego wcześniej się obawiałam. Było fantastycznie! Kiedy zbliżaliśmy się do lądowania poczułam, że coś jest nie tak. Ale nie z moją liną, tylko z liną Wankiego. On także zorientował się, że coś tu nie gra. Po chwili pisnął i spadł na ziemię, a ja wylądowałam z gracją obok.
Wanki? Wszystko w porządku? – Zapytałam powstrzymując wybuch śmiechu.
Oczywiście! – Krzyknął. – Było warto! – Na przemian śmiał się, jak wariat, albo ryczał głośno. – Podobała ci się pierwsza część naszej pierwszej randki? – Spytał opierając się na łokciach.
Podobała – Oznajmiłam zgodnie z prawdą. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam lekko w usta. Wanki był zdezorientowany. Ale tylko przez chwilę. Później oddał pocałunek z zaangażowaniem, co przyjęłam z zadowoleniem.
Daniela? – Spytał, gdy nasz pocałunek dobiegł końca.
Wanki?
Chcesz mnie? – Spojrzał na mnie przenikliwie, a ja twierdząco pokiwałam głową.
Chcę – Przytaknęłam.
Wanki szczelnie zamknął mnie w swoich ramionach. Czy go chcę, też mi pytanie! Zakochałam się!


***

Witam! 

Ten rozdział podoba mi się znacznie bardziej niż poprzedni :) Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. Oświadczyny Andiego, zakochany Wanki... Zbliżamy się do końca! 


Wanki i Daniela <3 

Pozdrawiam ;* 

sobota, 19 maja 2018

Rozdział 18

 – Andi, którą koszulę mam założyć na dzisiejszą imprezę? – Spytał Wanki, a ja spojrzałem na niego kompletnie zdziwiony. Od kiedy zawracał sobie głowę takimi rzeczami? – No, co? – Dorzucił, gdy zobaczył moją zdezorientowaną minę.
Dla kogo się tak stroisz?
Dla Przyszłej Pani Wank! – Odpowiedział uśmiechając się szeroko. – Mam nadzieję, że ją spotkam... – Rozmarzył się na samo wspomnienie, a ja parsknąłem śmiechem.
Myślisz, że Przyszła Pani Wank będzie zachwycona z ponownego spotkania mężczyzny, który chciał ją utopić? – Zapytałem z ironią, a przyjaciel posłał mi nienawistne spojrzenie.
Daj mi spokój! – Fuknął. – Ty już poznałeś Przyszłą Panią Wellinger, więc teraz moja kolej! Więc, którą mam ubrać?
Czarną – Rzuciłem zbierając się do wyjścia z jego pokoju. – Alex! Wanki nam zwariował!!!

 Szalałam na parkiecie z mężczyzną moich marzeń. Mogliśmy cieszyć się swoją obecnością oraz bliskością bez przeszkód. Gdy z głośników popłynęła dobrze nam znana melodia ufnie wtuliłam się w jego silne ramiona i pozwoliłam się prowadzić. Wyczułam, jak uśmiecha się szeroko przyciągając mnie bliżej siebie. Wdychałam jego zapach rozkoszując się nim. Był mój. Tak naprawdę. Po tylu latach. Wiele musiało się między nami wydarzyć, abyśmy mogli być w miejscu, w którym jesteśmy teraz. Ale zdecydowanie było warto. Ponoć prawdziwa miłość przetrwa wszystko i tak było w naszym przypadku. Wiedziałam, że Andi do końca moich dni pozostanie jedynym mężczyzną, którego pokochało moje serce. I miałam nadzieję być z nim do końca życia. Kochaliśmy się i to w tym wszystkim było najpiękniejsze oraz najwspanialsze.
Cóż, znalazłem kobietę, silniejszą niż ktokolwiek, kogo znam... Ona dzieli ze mną marzenia, mam nadzieję, że pewnego dnia będę dzielić z nią dom... Znalazłem ukochaną, która zaopiekuje się nie tylko moimi sekretami, ale też naszą miłością i naszymi dziećmi... – Andi w pewnym momencie zaśpiewał mi do ucha ukochany wers mojej ukochanej piosenki. W moich oczach od razu pojawiły się łzy wzruszenia. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej słuchając bicia jego serca... Kochałam go najbardziej na świecie. Kochałam go bardziej, niż ktokolwiek kogokolwiek kiedykolwiek kochał...

 Z rozbawieniem obserwowałem Wankiego, który w tłumie ludzi przebywających na imprezie próbował zobaczyć Przyszłą Panią Wank. Naprawdę nie wiem, co w niego wstąpiło, ale zachowywał się tak, jak nie on.
Wellinger, przestań się ze mnie nabijać! Ja się w niej zakochałem!
Jakim cudem? Widziałeś ją raz w życiu i to przez moment!
Dla prawdziwej miłości takie szczegóły nie są istotne! – Wybuchnął, a ja rzuciłem Alex porozumiewawcze spojrzenie. Jednak w pewnym momencie wzrok mojej ukochanej powędrował w kierunku baru, do którego zmierzała...
PRZYSZŁA PANI WANK!!! – Wrzasnął mój przyjaciel i czym prędzej pognał w jej kierunku.
Alex? Oby tylko Przyszła Pani Wank mówiła po niemiecku, albo angielsku...

 Gdy tylko znalazłem się obok kobiety, która skradła moje serce na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Obserwowałem jej ruchy, iskry w oczach, uśmiech zdobiący piękną twarz. Była idealna! Tańczyła sama, bo jej towarzyszka gdzieś się ulotniła, dlatego niewiele myśląc podszedłem do niej i złapałem za rękę. Odwróciła się w moją stronę, a ja oniemiałem z zachwytu. Bez wątpienia musiała zostać moją żoną. I mamą moich dzieci. Moja wymarzona... Zmarszczyła śmiesznie nos lustrując moją sylwetkę wzrokiem. Chyba sobie mnie przypomniała...
Czy ty przypadkiem nie jesteś facetem, który chciał mnie dziś utopić? – Spytała w moim ojczystym języku, a mną wstrząsnął dreszcz.
Jesteś Niemką?! – Krzyknąłem podekscytowany. Po tej akcji krzyknąłem w jej stronę przeprosiny, ale zignorowała mnie, więc nie miałem pojęcia skąd pochodzi...
Tak – Odparła. – A ty nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie, choć teraz chyba już nie musisz... – Prychnęła.
Tak, to ja – Przyznałem się. – Ale proszę daj mi jeszcze jedną szansę...
Dlaczego miałabym to zrobić?
Bo w przyszłości zostaniesz moją żoną – Wypaliłem bez głębszego zastanowienia, czekając na jej reakcję. Obawiałem się najgorszego, ale ona zaśmiała się w głos perlistym śmiechem.
Daniela – Przedstawiła się.
Andreas – Odpowiedziałem jej tym samym. – Dasz się zaprosić do tańca, Danielo?
W odpowiedzi posłała w moją stronę piękny uśmiech i pociągnęła mnie za sobą w głąb parkietu. Daniela. Moja Przyszła Pani Wank. Daniela Wank.

 Nasze wymarzone wakacje niestety dobiegły końca. To były wspaniałe dni pełne śmiechu, radości oraz miłości. Wanki nie posiadał się ze szczęścia odkąd poznał Danielę. Mimo naszych wcześniejszych obaw nawiązał z nią pozytywny kontakt. Ona sama była sympatyczną oraz radosną kobietą, z którą bardzo miło spędzałam czas. Wanki już milion razy mówił jej o swoich planach na przyszłość, oczywiście z nią w roli głównej, ale o dziwo nie była tym przestraszona, tylko przyjmowała wszystko z uśmiechem. Być może ten wariat urzekł ją w pewny sposób. Nie miałabym nic przeciwko ich związkowi, bo gdy patrzyłam na nich razem wydawali się być stworzeni dla siebie. A Wanki zasługiwał na kobietę taką, jak ona. Bez wątpienia!
Wtuliłam się w ramiona mojego ukochanego zastanawiając się, co przyniesie przyszłość. Tylko jednego byłam pewna. Miłości mojej i Andiego. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, jaki szalony pomysł rodził się w główce Wellingera...


***

Witam! 

Wymęczony ten rozdział i szczerze ani trochę mi się nie podoba, ale ocenę pozostawiam Wam :D 

Jak widzicie Wanki przepadł, jak kamień w wodę ^^ I jak myślicie, na jaki pomysł wpadł Wellinger? :D 

Pozdrawiam ;* 

*Ed Sheeran - Perfect

sobota, 5 maja 2018

Rozdział 17

Prosto z lotniska udałem się do swojego domu, by w biegu zostawić tam zbędne bagaże i natychmiast popędziłem do Alex. Miałem nadzieję, że będzie w domu, i że zechce się ze mną widzieć. Leciałem, jak na skrzydłach, wiedziałem bowiem, że mam jej do przekazania radosną nowinę. Nowinę, która odmieni nasze życia, I dzięki której będziemy mogli być razem. Kocham ją, ona kocha mnie. W tej kwestii nic się nie zmieniło, byłem tego pewien. Pchnąłem furtkę, w biegu pokonałem odległość dzielącą mnie od drzwi domu mojej ukochanej, i gdy byłem już gotów nacisnąłem dzwonek. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi, dlatego musiałem się uspokoić. Usłyszałem kroki, więc uzbroiłem się w cierpliwość. Drzwi otworzyła mi mama Alex.
Dzień dobry! – Przywitałem się. – Zastałem może Alex?
Dzień dobry, Andreas – Odpowiedziała rodzicielka miłości mojego życia. – Alex wyszła na spacer, powinna niedługo wrócić. – Przekazała przypatrując mi się uważnie.
Cóż... W takim razie dziękuję za informacje! – Powiedziałem nerwowo przestępując z nogi na nogę.
Andi, chcesz na nią zaczekać? Jeśli tak, to nie krępuj się. Wiem co nieco o tym, co zaszło, ale zawsze jesteś tutaj mile widziany... – Odezwała się po chwili milczenia. – Poza tym Diana się za tobą stęskniła – Zaśmiała się, a ja jej zawtórowałem. Diana, młodsza siostra Alex, która uwielbiała mnie bezgranicznie. Cóż, widocznie to rodzinne.
Dziękuję, w takim razie z chęcią skorzystam z zaproszenia. Mam Alex do przekazania pewną wiadomość, więc ta rozmowa nie może czekać – Wyjaśniłem przechodząc przez próg. Mama dziewczyny w zrozumieniu pokiwała głową i zamknęła za mną drzwi. Gdy wszedłem do salonu natychmiast w moich ramionach pojawiła się Diana. Uściskałem ją serdecznie i w oczekiwaniu na Alex zacząłem się z nią bawić.

 Kiedy weszłam do domu usłyszałam radosny śmiech mojej młodszej siostry. Zastanawiałam się, co jest tego powodem, bo od dawna nie śmiała się tak głośno. Odpowiedź nadeszła szybciej niż się spodziewałam, bo usłyszałam głos, który rozpoznałabym na końcu świata. Andi... Chciałam się odwrócić i uciec z domu, jak parszywy tchórz, ale uniemożliwiła mi to mama, która pojawiła się w przedpokoju. Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona szeptem przekazała mi, że Andreas chce mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Zrozumiałam i z ciężko bijącym sercem weszłam do salonu. Gdy zobaczyłam Andreasa bawiącego się z młodą na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, jednak szybko zgasł, gdy uświadomiłam sobie, że niedługo sam będzie się tak bawił ze swoim dzieckiem. Odchrząknęłam, chcąc dać mu znać o swojej obecności. Kiedy się odwrócił i spojrzał na mnie, uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach pojawiły się urocze iskry. Nic z tego nie rozumiałam!
Cześć Andi... – Zaczęłam niepewnie. – Mimochodem słyszałam od mamy, że chcesz mi coś powiedzieć.
Cześć Alex – Odparł wesoło wstając z dywanu. – Młoda damo – Zwrócił się do Diany. – Wybaczysz mi, jeśli teraz cię zostawię i porwę twoją siostrę? Młoda długo kalkulowała coś w swojej główce, ale w końcu się zgodziła. – Skoro mam jej pozwolenie to cię porywam!
Andi, o co chodzi? – Spytałam zdezorientowana, ale nie odpowiedział mi, tylko szybko wyprowadził mnie z domu, uprzednio wołając do mojej mamy, że mnie porywa. Odpowiedziała mu uśmiechem, a ja spojrzałam na niego pytająco. – Wellinger, do jasnej cholery, możesz mi wyjaśnić, co ty wyprawiasz? Zjawiasz się tutaj po prawie miesiącu niewidzenia się, porywasz mnie bez słowa wyjaśnienia i uśmiechasz się, jak ostatni dureń... Więc?
Oczywiście nie odpowiedział mi, tylko w milczeniu udaliśmy się do jego domu. Zdążył mnie tylko poinformować, że jesteśmy sami, więc nikt nie będzie nam przeszkadzał. Zaprowadził mnie do swojego pokoju, zamknął za nami drzwi, i jak gdyby nigdy nic przyciągnął mnie do siebie zaczynając całować. CO TU SIĘ DZIEJE?!
Alex... – Zaczął odrywając się ode mnie na moment. – Tak za tym tęskniłem, tak za tobą tęskniłem! – Krzyknął radośnie.
Andreasie Wellingerze, albo mi zaraz powiesz, co tu jest grane, albo stąd wyjdę i nie zobaczysz mnie już nigdy więcej. Wybieraj – Rzuciłam.
Nie będzie żadnego dziecka, nie zostanę ojcem!
Słucham? – Byłam pewna, że źle usłyszałam. – Dlaczego do cholery jesteś taki radosny, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Edith poroniła?
Nie! Edith nigdy nie była w ciąży, udawała, żeby mnie przy sobie zatrzymać, bo już od dawna podejrzewała, że jej nie kocham... Że kocham ciebie – Wyjaśnił, a ja potrzebowałam dłuższej chwili, żeby przyswoić sobie tę informację. – Alex?
Nie mogę w to uwierzyć...
Ja też nie mogłem, ale najważniejsze jest to, że teraz możemy być razem bez przeszkód. Oczywiście, jeśli nadal mnie chcesz – Zaznaczył, a ja z piskiem rzuciłam się w jego ramiona. Zaśmiał się głośno okręcając mnie wokół własnej osi. Usiedliśmy na łóżku, gdzie w spokoju wytłumaczył mi wszystko. Począwszy od akcji Wankiego, a skończywszy na tym, jak wystawił Edith za drzwi. To wszystko wydawało mi się takie nierealne. Miesiąc temu myślałam, że moje życie się skończyło. Teraz siedziałam przytulona do mężczyzny moich marzeń słuchając o jego miłości do mnie. Teraz mogło być już tylko lepiej... W pewnym momencie Andi nachylił się nade mną i zaczął namiętnie całować. Momentalnie odwzajemniłam tę pieszczotę, z wielkim zaangażowaniem. Tak mi brakowało jego bliskości, czułości, pocałunków, dotyków, że nie byłam w stanie się nim nasycić. Nasze pocałunki były kuszące, miękkie, pożądliwe. W mgnieniu oka pozbyliśmy się górnej części naszej garderoby. Andi westchnął przeciągle, gdy dłońmi zaczęłam badać mięśnie na jego klatce piersiowej. Brakowało mi jego ciała i jego reakcji na mój dotyk. Wstrzymałam na chwilę oddech, gdy zaczął mi się odwdzięczać za dostarczoną chwilę wcześniej przyjemność. Sprawnie odpiął mój stanik zaczynając wędrować ustami po moich piersiach. Stłumiłam jęk w jego ustach odchylając się do tyłu. Położył mnie na łóżku i zawisł nade mną uśmiechając się szeroko. Szybko kiwnęłam głową dając mu pozwolenie na dalsze działanie. Nie trzeba było mu tego powtarzać dwa razy. Odpiął guzik moich dżinsów, poradził sobie z rozporkiem i zdecydowanym ruchem ściągnął je wraz z bokserkami. Popatrzyliśmy sobie w oczy, a chwilę później poczułam się tak, jakbym była w raju. Prawie zapomniałam, jakie jego palce wyczyniają cuda, ale na szczęście skutecznie mi o tym przypomniał. Westchnęłam, po czym zdecydowałam, że jemu też należy się nagroda, za to wszystko, co musieliśmy przejść, żeby znów zasmakować swojej bliskości. Andreas przyjął to z błogim westchnieniem. Kilka chwil później znów leżałam pod nim, a on zręcznie rozchylił moje uda kolanem. Pocałował mnie mocno i wszedł we mnie płynnie. Uśmiechnęłam się, czując jak nasze ciała do siebie pasują. Andi poruszał się we mnie coraz mocniej i gwałtowniej, jakby chciał nadrobić cały miesiąc w tę jedną noc. Byliśmy spoceni, ale nie przerywaliśmy. Oboje chcieliśmy czuć siebie, jak najdłużej. Nasze jęki i oddechy mieszały się ze sobą, dłonie i usta błądziły po spragnionych ciałach. Wellinger nie przerywał kontaktu wzrokowego, chciał widzieć moje reakcje, jak zamykam oczy, pod wpływem rozkoszy, jak wyginam ciało, by być jeszcze bliżej niego. Doszliśmy w tym samym momencie, a po chwili opadł obok mnie dysząc zmysłowo.
Andi... – Zaczęłam. – Kocham cię – Powiedziałam wtulając się w niego.
Kocham cię, Alex – Szepnął całując mnie w skroń. Odnaleźliśmy siebie na nowo. Nasze serca biły teraz w znajomym, tylko nam znanym rytmie.

 Kilka kolejnych dni upłynęło w zawrotnym tempie. Po zawarciu oficjalnego związku z Andim dowiedziałam się, że lecę z nim i Wankim na wcześniejsze wakacje. Żyć nie umierać! Oczywiście nie miałam pojęcia, jak później poradzę sobie z zaległościami na uczelni, ale dzięki Andiemu i temu, że zdobył trzy medale na Olimpiadzie udało się to załatwić. Czasami trzeba wykorzystywać pewne atuty. Dni przed wylotem przeleciały bardzo szybko. Nim się spostrzegłam już czwarty dzień byliśmy na miejscu. Republika Zielonego Przylądka. Zakochałam się w tym miejscu, w Oceanie, w widokach, które zewsząd nas otaczały. Na wyspie, na której się zatrzymaliśmy, czyli na Sal było wiele wspaniałych atrakcji turystycznych. Plaża Ponte Preta była najlepszym miejscem do praktykowania sportów wodnych, co bardzo ucieszyło młodszego i starszego Andreasa. Z kolei mnie najbardziej zafascynowało zwiedzanie podwodnych grot i zatopionych statków, na co moi towarzysze chcąc, czy nie chcąc musieli się zgodzić. Jedyną wspólną atrakcją było dla nas odwiedzenie dawnego krateru wulkanu Perda de Lume, a także jeziora Buracona. Te wakacje z pewnością na zawsze zapiszą się w mojej pamięci! Gdy odpoczywaliśmy z Andim opalając się Wanki spędzał ten czas w Oceanie zachowując się, jak dziecko. Gołym okiem było widać, że z przebywania w wodzie ma niesamowity ubaw.

 Próbowałem namówić Alex i Andiego do wspólnej zabawy w wodzie, ale mieli mnie gdzieś. Nie to nie! Widocznie, po miesiącu rozłąki, którą zafundowała im Edith muszą się sobą nacieszyć. Jakby nie zrobili tego od razu po powrocie Wellingera do kraju. Już ja swoje wiem! W pełni korzystałem z tych wakacji, cieszyłem się ze słońca, które grzało niemiłosiernie, z widoków zapierających dech w piersiach, z czasu spędzonego z przyjaciółmi. Bawiłem się w wodzie z nieznanymi mi ludźmi, co chwilę wybuchając gromkim śmiechem. Jednak w pewnym momencie przestało mi być wesoło, bo poczułem, że coś jest nie tak. Myślałem, że trzymam pod ręką w wodzie piłkę plażową, ale to zdecydowanie nie była piłka plażowa... Tylko głowa jakiejś dziewczyny! Gdy dotarło do mnie, że przypadkowo zacząłem topić niewinną kobietę przerażony od niej odskoczyłem zamiast natychmiast rzucić się na pomoc. Kiedy wynurzyła się spod wody zmierzyła mnie zabójczym spojrzeniem. Ale jakim spojrzeniem! Jej niebywałe niebieskie tęczówki ciskały gromy w moją stronę, ale nie przejąłem się tym. Była zjawiskowo piękna, posiadała świetną figurę i... Zakochałem się! W trakcie patrzenia sobie w oczy, wiedziałem, że patrzę na przyszłą Panią Wank! 


***

Witam! 

Z trudem wymęczyłam ten rozdział, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba :) Alex i Andi pogodzeni, Wanki zakochany ^^ Jak myślicie, jak dalej potoczy się jego historia? :D

Przy okazji zapraszam na spojrzenie błękitu, gdzie dziś pojawił się prolog :)

Pozdrawiam ;*